Freedom exists

DSC06340

BLOGER VERSUS LEMING


       Czasy wczesnej podstawówki, oprócz książek Małgorzaty Musierowicz, pierwszej (różowej!) Motoroli ze srebrnymi klawiszami i mody na przecierane jeansy-dzwony kojarzą mi się z magicznym dźwiękiem połączenia internetowego, w czasie którego nawet najkrótsza rozmowa telefoniczna stawała się największą zbrodnią. Każda minuta była oczywiście nieprzeciętnie droga, dlatego czas spędzony na ’surfowaniu’ należało wykorzystać jak najlepiej. 
I tak zaczęły powstawać blogi, mnożąc się jak grzyby po deszczu. 
Bloga miał każdy, zazwyczaj o tematyce bliżej nieokreślonej. Wszyscy z dumą zapychaliśmy nieprzebraną przestrzeń internetu, stając się pamiętnikarzami, krytykami muzycznymi bądź filmowymi i grafikami, którzy do perfekcji opanowali tajniki Paint’a.
Bycie ówczesnym blogerem nie przynosiło niestety ani sławy ani pieniędzy (w tym przypadku wręcz przeciwnie, rachunki za telefon prowadziły zazwyczaj do rodzinnych kłótni i szlabanów na wszystko), zapewniało jednak szacunek wśród kolegów z klasy. I niestety tylko tyle.
Mój do przesady różowy blog po kilku miesiącach umarł śmiercią naturalną, przegrywając z innymi tworami internetu. 
       Minęło kilka lat, wszyscy zdążyliśmy zapomnieć o denerwującym dźwięku modemu i zanim ktokolwiek usłyszał o ‘hipsterach’ czy ostatnio modnych ‘lemingach’, blogosfera przeżyła cichy renesans. 
W tym czasie, zupełnie nieświadoma nadchodzącej rewolucji, przeszukiwałam internet w celu znalezienia koszulki ’I love Paris’ (tak, zdecydowanie było to dawno temu) i przez przypadek natknęłam się na bloga Styledigger, która jak się później okazało pokazuje niewielkiemu gronu odbiorców swoje pomysły na (i tutaj znienawidzone przeze mnie słowo) stylizacje, zazwyczaj z krótkimi opisami ubrań. I tak to wszystko się zaczęło.


W tym momencie pragnę posłużyć się przyciskiem ‘przewiń’ i wrócić do chwili obecnej, a kolejny akapit rozpocząć od magicznej tezy będącej równocześnie tytułem tekstu...
      ‘Bloger versus Leming’. Pojęcie ’bloger’ znamy wszyscy (to głupie, w przeciwnym wypadku nie czytałbyś tego Drogi Czytelniku). Trudności mogą pojawić się jednak przy słowie ‘leming’, którego od niedawna używa się zamiennie z popularnym już hipsterem. ‘Leming’ stał się synonimem człowieka zwanego przez starsze pokolenie ‘nowobogackim’, właścicielem smartfona, samochodu z salonu i kredytu. Owy ‘Leming’ pija kawę ze Starbucks’a, a jego ulubionym daniem jest sushi. Ale jak to się ma do blogowania? Tutaj sprawa się trochę komplikuje, bo tylko niektóre cechy pasują do internetowych artystów. Należy dlatego skupić się na prawdziwych ‘lemingach’ (tak, mam na myśli te urocze zwierzątka), których główną cechą jest stadny konformizm. 
W Polskich realiach tytułowy pojedynek kończy się niestety remisem (i piszę to z ciężkim sercem, bo bądź co bądź nadal należę do pierwszej grupy, 
choć na razie nie czuję się jeszcze lemingiem, ale to pewnie tylko przez alergię na sierść, niechęć do Starbucksowej kawy i smartfonów. Ach i do stadnego konformizmu!). 
      Mając niestety skłonność do ciągłego narzekania chciałabym podzielić się z Wami garścią smutku i niemałych obaw dotyczących wspomnianej wcześniej rewolucji. 
Będąc (poprzez facebook’a) naocznym świadkiem wydarzeń spod znaku ‘skandalu w świecie mody’ czy ‘współpracy z zabarwieniem sądowym’ jest mi wstyd. Odkąd kreatywność i świeże spojrzenie na modę zostają wyparte przez reklamy pasty do zębów, a blogerzy stają się autorytetami, którzy bez skrępowania mówią o zarabianych przez siebie pieniądzach, to jest mi wstyd. Bardzo.
Remisowy pojedynek skłania do smutnych refleksji, a uciec jest bardzo trudno. Szczególnie, gdy skrzynka pęka od ‘propozycji współpracy’…



DSC06072
DSC06132   DSC06042

DSC06050
DSC06197
DSC06174

fot.Michał

blouse: Misbhv
skirt: Bershka
shoes: Dr. Martens
backpack: Esprit

21 comments

  1. Bardzo fajny tekst. Zgadzam się w pełni z Tobą, ale myślę, że nie ma sensu zaprzątać sobie tym głowy. Wszystko się zmienia, więc blogowanie nie jest już niewinnym zapychaczem czasu, ale często maszynką do zarabiania pieniędzy. Trzeba robić to co się lubi, nie odwracając się na innych :)

    ReplyDelete
  2. czadowy blog!zostaje tu!:)

    ReplyDelete
  3. Z polskiej modowej blogosfery jestem w stanie na palcach jednej ręki wyliczyć dziewczyny trzymające się istoty blogowania. Fajnie, że jesteś jedną z nich :)

    ReplyDelete
  4. Wiesz,że ta mała czcionka może byc problemem dla ludzi którzy są ślepi jak ja ? naprawdę, takich liter to ja już nie widzę. Drugie zdjęcie najlepsze.

    ReplyDelete
  5. w dzieciństwie też namiętnie zaczytywałam się w Musierowiczowej, do tej pory lubię od czasu do czasu sięgnąć po jej pozycje... :)
    a szorty są genialne, podoba mi sie również aranżacja zdjeć :) bardzo lubię tego bloga

    ReplyDelete
  6. Zgadzam się. Kiedyś napisałam Ci, że cenię Cię za brak udziału w reklamach (itd) i zdania nie zmieniłam. Bloger powinien być pasjonatem, a nie pracownikiem.

    ReplyDelete
  7. Też mdli mnie, kiedy widzę "najlepsze polskie blogerki" dające rady co zrobić, by blog był popularny i zarabiać na nim masę pieniędzy ("najważniejsze: zostań sobą!"), szczególnie że w blogosferze (OKROPNE SŁOWO) jestem od mniej-więcej 5ciu lat i nie umiem i nie potrafię wchodzić na większość blogów, na które reklamy czy "współprace" nie zawitały przypadkiem, a są częścią planu stworzonego już podczas jego zakładania.

    Hej,keep up the good work, to pierwszy komentarz, który zostawiam na jakimś blogu od chyba roku i to chyba cudownie o Tobie świadczy ;).

    ReplyDelete
  8. uwielbiam okulary, buty i plecak

    ReplyDelete
  9. Mądry tekst. Zastanawia mnie jedynie, czy dzisiejsi nonkonformiści nie są tylko odpowiedzią(przy całym szacunku dla ich jestestwa) na zapotrzebowania generowane przez masy(tu ukłony w stronę jednostkowej istoty, nie przymierzając, bytu), co czyni z nich grupę nadmiernie opiewającą swoją nieszablonowość, tak różną od "innej" hipstersko- lemingowej(zwrot ukłuty naprędce, niewolny od słów przeze mnie ignorowanych) w konsekwencji mając wszelkie zadatki na miano owej "innej". Wyłącznie w cudzysłowie. Pytanie z początku, gdzieś zaginęło, chyba je utopiłem.. Z początku było.

    ReplyDelete
  10. sama prawda! czysta prawda! tylko prawda! :)

    ReplyDelete
  11. w blogosferze sezon na fajne meta-posty :)

    ReplyDelete
  12. Nie znałam tego znaczenia słowa lemming.Chociaż z drugiej strony jak pomyślę sobie w jakim kontekście się z nim stykam to w zasadzie się pokrywa. Bo lemingiem zwie się najczęściej osoby ślepo podązające za czymś, bez pomyslunkul bez reflakcji wchodzą tam gdzie idzie reszta nie patrząc czy to rwąca rzeka czy środek wulkanu.
    Przyznaje, ze w konteksie blogosfery nie przyszło mi do głowy w ogóle go zestawiać ale okazuje się być nader trafne i na dodatek wedle definicji wychodzi na to, że sama nim jestem bo i smarfona lubie a i kawą w starsaksie nie gardzę jako specyficzny klimat spotkań wieczornych przy fontannie i oderwania się do tego co trzeba i co boje alarmem mialo byc na tydzień temu.
    Ewolucja czy tam rozwoj nie zawsze idą w kierunku ktory odpowadalby kazdemu. Spelnianie coraz to kolejnych zachcianek czytelnikow sprawia, ze coraz czesciej podaza sie za tym co chce masa gubiac przy tym siebie i ostote czegos co jeszcze na poczatku tworzylo sie dla fun'u. Cieszy mnie, ze sa jeszcze takie miejsca w blogosferze gdzie cos jest "po staremu". Ze ktos jest wierny temu co zaczal i nie okazuje sie nagle ze "always ask for more f'ckin money" wcale nie jest az tak wazne gdy czlowiek sobie po prosu robi swoje :)
    Na koniec tego elabratu luznych mysli podyktowanych Twoimi slowami rzec musze ze strasznie ale to strasznie podobywuje mnie sie look Twoj dzisiejszy. Mocno bliski temu co obecnie bardzo mi sie podoba i w duchu nostalgii co pamietam z czasow poczatkow szkoly i zauwazania ze jest cos takiego jak moda ;)

    ReplyDelete
  13. Może jestem już z lat ciut późniejszych, ale Musierowiczowa i pierwsza Motorola to też moje wspomnienia.
    Staram się nie być sceptyczna, bo nie uważam, że pasta do zębów wyklucza kreatywność. I prędzej blogera będącego guru i zbijającego na tym kasę polubię, niż jakąś jaśnie wielmożną panią Chorodyńską czy inną "znawczynię".

    A o stroju miałam coś odkrywczego napisać, ale w sumie w całości mi się podoba i na tym poprzestanę.

    ReplyDelete
  14. stylizacja jak zawsze genialna, a zdjęcia powalają na kolana!
    pozdrawiam http://shocostyle.blogspot.com/

    ReplyDelete
  15. Świetny kawałek :)
    http://thestylistmilano.blogspot.com

    ReplyDelete
  16. urosłaś w moich oczach.

    przyjemnie czyta i ogląda się Twojego bloga, kreatywnego, inteligentnego i przemyślanego.

    dziękuję za niebanalne teksty i za wytrwałość w uciekaniu.

    ReplyDelete
  17. your photos are always so beautiful! Amazing blog xx

    ReplyDelete
  18. Jeszcze do niedawna nie wiedziałam, kim jest "hipster", dzisiaj natomiast poznałam znaczenie słowa "leming"... Zaskakujące.

    Naprawdę pisanie bloga w czasach podstawówki budziło szacun u kolegów? U mnie modne były upadłe anioły i cięcie się, więc blogi były starannie skrywane przed znajomymi.

    Przypominasz mi trochę Naomi Campbell ze "Skin" :>.

    www.lisa-erikson.blogspot.com

    ReplyDelete
  19. cudowne zdjęcia :)

    zapraszam do mnie :)

    ReplyDelete